Archiwum

Archive for the ‘Na wesoło / Spaß’ Category

Juristin klagt auf Aberkennung ihres Magisterdiploms

Listopad 26, 2011 Dodaj komentarz

Krakau.

Mit einer ungewöhnlichen Klage überraschte die 32-Jährige Paulina S. das Landgericht Krakau. Die diplomierte Rechtsanwältin klagte gegen die Universität Krakau auf Aberkennung ihres Magisterdiploms. Begründung: Sie habe nach ihrem Studium kein einziges Buch mehr gelesen und sehe sich außerstande wissenschaftlich zu arbeiten. Ähnlich wie ältere Autofahrer, die aus Gründen der Selbst- und Fremdgefährdung ihren Führerschein abgeben können, möchte sie ihr Diplom zurückgeben. Die offizielle Aberkennung solle mit der Möglichkeit einhergehen, den Titel später zurückzuerlangen.

Paulina S. ist kein Einzelfall. Im Oktober 2011 erschien der diplomierte Ökonom Maciek P. im Dekanat der SGH Warschau und knallte dem verdutzten Dekan sein Magisterdiplom auf den Schreibtisch. Aufgebracht erklärte er, dass er in seinem Studium nur „Müll“ gelernt habe. Mittlerweile habe er herausgefunden, dass die gegenwärtige Ökonomie überhaupt keine Wissenschaft sei. Maciek P. kritisierte, dass er in seinem Studium nichts über die Geldschöpfung gelernt habe. Auch die verheerende Kraft des Zinseszinses sei nie zur Sprache gekommen. Schließlich verlangte der arbeitslose Familienvater vom Dekan eine offizielle Bestätigung seines Verzichtes auf den so genannten Magistertitel.

Etwas anders gelagert war ein Vorfall an der Uni Wroclaw. Hier brach eine frühere Studentin während ihres Besuches im Dekanat in Tränen aus. Nachdem sie sich beruhigt hatte, erklärte sie – ähnlich wie die Krakauer Juristin – dass sie nach dem Abschluss ihres Anglistikstudiums nichts mehr gelesen habe außer der Fernsehzeitung und des ersten Bandes von Harry Potter. In der letzten Zeit habe sie Gewissensbisse bekommen und daher das Gespräch mit dem Dekan gesucht.

Vor drei Wochen fällte nun das Landgericht Krakau das Urteil bezüglich der Klage von Paulina S.
Die Klage wurde abgewiesen. In der Begründung hieß es, das Magisterdiplom sei ein Titel auf Lebenszeit, dessen Gültigkeit an keine zukünftige geistige Leistung geknüpft ist. Eine Aberkennung sei nur im Falle eines nachgewiesenen Betruges (Plagiates) vorgesehen. Der Richter merkte zudem an, dass es bezüglich der Magister-Urkunde keine Aufbewahrungs- und Vorzeigepflicht gäbe, wie etwa im Falle des Personalausweises. Der Klägerin stünde es daher frei, das Zeugnis beispielsweise in der Toilette aufzuhängen oder es dort zu verwenden. Dennoch konnte die Juristin einen Teilerfolg verbuchen. Das Gericht wies das Bildungsministerium an, eine Nachprüfung zu entwickeln, die es jedem an sich zweifelnden Universitätsabsolventen ermöglicht, sich von der Rechtmäßigkeit seines Titel zu überzeugen. Jedem Absolventen müsse  gewährleistet werden, sich und der Universität hinsichtlich seiner weiterhin vorhandenen intellektuellen Leistungsfähigkeit Gewissheit verschaffen zu können

Das Bildungsministerium ist der Aufforderung mittlerweile nachgekommen und hat eine Kommission eingesetzt, die mit der Entwicklung der „Nachprüfung“ betraut wurde. Ein erster Entwurf liegt vor. Jeder Fakultätsrat hat ein kanonisches Werk benannt, das der Prüfling lesen muss und zu dem er ein 15-seitige wissenschaftliche Arbeit verfassen muss. Dafür hat er / sie drei Monate Zeit (berufstätige Mütter 6 Monate).

Hier der aktuelle Entwurf:

Liste kanonischer Werke im Rahmen der Prüfung zur Bestätigung der Gültigkeit des Universität-Diploms:

Anglistik – Joanne K. Rowling: Harry Potter Bd. 1-3
Biologie – Harry Koch: Das große Buch der Gartenkräuter (Hamburg 2009)
Chemie – Ephraim Schmidt: Nitroglycerin, eine Substanz lernt fliegen (Tel Aviv 2008)
Neuere Geschichte (fimanalytisches Essay:) Rommel der Wüstenfuchs, USA 1951
Ältere Geschichte: Heinrich Kramer: Der Hexenhammer (1486)
Katholische Religion:  (fimanalytisches Essay:) Drei Engel für Charlie
Pädagogik: Peter Rasch: Uwe will nicht sitzen – ADHS in Theorie und Praxis (Frankfurt 2005)
Psychologie: Rudi Mentär: Vom Kühlschrank zur Toilette – und zurück. (Berliner Beiträge zur Bulämieforschung 2004)
Physik: Leszek Wielblandowski: Atomkraft – saubere Energie für morgen und übermorgen (Tokio 2011).

Die Prüfungen sollen ab Mai 2012 an jeder Universität angeboten werden. Die Prüfungsgebühren betragen 400 Zloty.

Reklamy

„stracone pokolenie” – wyjątkowa relacja z Biura Karier

Czerwiec 4, 2011 Dodaj komentarz

Jak wielokrotnie donosiły ostatnio gazety (np. Gazeta Wyborcza z
14.03.2011), wzrasta gwałtownie w Polsce poziom bezrobocia wśród
absolwentów wyższych uczelni. Mówi się już wręcz o straconej
generacji. Absolwenci po ukończeniu studiów tułają się od
praktyki do praktyki albo lądują w jakichś Call Center. Kto ma
szczęście, znajduje stanowisko jako windykator w banku lub może
nazywać się pracownikiem wielkiego, światowego koncernu, nawet
jeśli w rzeczywistości pracuje jako mrówka wprowadzająca dane.

Biuro karier Uniwersytetu Wrocławskiego w związku tym problemem
uruchomiło nowy projekt pod tytułem Mobilny Talent. Idea jest
prosta: student albo absolwent poznaje przez jeden miesiąc odnoszące
sukcesy przedsiębiorstwo z regionu, które cechuje się innowacyjnym
profilem działalności. Nowością jest, że kandydat nie
funkcjonuje w roli praktykanta, nie jest więc wykorzystywany do
kopiowania, parzenia kawy, wprowadzania danych i segregowania
papierów, ale porusza się jako obserwator. Przy czym poznaje on
krok po kroku wszystkie działy. Celem jest wyostrzenie spojrzenia na
procesy związane z ekonomią przedsiębiorstwa i skuteczne
prowadzenie firmy.

Każdy pobyt w firmie rozpoczyna się wywiadem, który przyszły obserwator
przeprowadza z kadrą zarządzającą. Przy tej okazji tradycyjne
role rozmowy kwalifikacyjnej zostają więc zamienione. Obserwator
przeprowadza wywiad i stara się stworzyć pierwsze wrażenie
przedsiębiorstwa i procesów w nim zachodzących.

Maciek,
26 lat, studiował na Uniwersytecie Wrocławskim ekonomię. Następnie
wysłał ponad 40 aplikacji. Odpowiedzi nie otrzymał nigdy. Maciek
zdecydował się na staż w Dolnośląskim Centrum Dogoterapii.
Wywiad wprowadzający miał bardzo interesujący przebieg.
Dziękujemy Maćkowi za zgodę na jego upublicznienie.

 Maciek:
Panie Doktorze, jest pan kierownikiem Dolnośląskiego Centrum
Dogoterapii. Proszę najpierw krótko wyjaśnić, o co chodzi w
dogoterapii. Dlaczego przychodzą do państwa ludzie z chorymi
zwierzętami?

Dr.B.:
Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem pańskie pytanie.

Maciek.:
Dlaczego przychodzą ludzie do państwa? Na przykład moja ciocia ma
psa. Kiedy on jest chory, idzie z nim do weterynarza.

Dr.B.(śmiejąc
się): Ach, pan myśli, że Dogoterapia jest formą medycyny
zwierząt? Nie, nie. My leczymy nie psy, ale ludzi. Przy pomocy psów.
Chodzi o wspomaganą przez zwierzęta terapię.

Maciek:
…Wspomagana przez zwierzęta terapia…

Dr.B:
Na pewno słyszał pan o Delfinach, Delfinoterapia. Było przecież o
niej głośno w prasie.

Maciek:
A tak. Oczywiście. Delfinoterapia. W Ameryce. Z autystycznymi
dziećmi, nieprawdaż?

Dr.B:
Dokładnie.

Maciek:
I z braku delfinów w Polsce wybrał pan psy?

Dr.B:
Nie. Tak łatwo to nie jest. Psy są w wyjątkowy sposób nadają się
do zajęć terapeutycznych. Psy umożliwiają bezpośrednie,
nieskomplikowane nawiązanie kontaktu. Pies jest zawsze autentyczny,
nie wysyła dwuznacznych sygnałów. Ludzie mogą tuszować takie
uczucia jak radość, czy strach. Dzieci, mające problemy z
przetwarzaniem bodźców, reagują na takie zachowanie wzmożoną
niepewnością. Pies warczy, macha ogonem, to są sygnały, które w
jednoznaczny sposób docierają do naszego mózgu. Nasi pacjenci uczą
się przy pomocy psów nawiązywać relacje pełne zaufania.
Poszczególne fazy to: obserwacja psa, nawiązanie kontaktu
wzrokowego, proste aktywności jak np. głaskanie i wreszcie pełna
interakcja.

Maciek:
Czy pańskimi pacjentami są wyłącznie dzieci?

Dr.B: W
pierwszym rzędzie tak, ale nie wyłącznie. Również osiągamy
zachęcające wyniki z pogrążonymi w depresji dorosłymi ludźmi.
Psy posiadają coś w rodzaju aktywizacyjnego charakteru.
Doprowadzają ludzi do zebrania się w sobie, troski o coś i
wyzwalają pozytywne uczucia. Nadto posiadamy psy do odwiedzania.
Jeździmy z tymi psami raz na tydzień do domów spokojnej starości
Mieszkańcy tychże domów są bardzo zadowoleni z naszej oferty.
Jest to w zasadzie bardzo łatwe i takowe psy nie potrzebują żadnego
specjalnego szkolenia.

Maciek:
Nawiązał pan do szkolenia. Jak słyszałem, dysponują państwo
własną psią akademią.

Dr.B:
To prawda.

Maciek:
Czego uczycie tam psy?

Dr. B:
Panie Maćku, muszę Panu powiedzieć, że nie przygotował się pan
jakoś specjalnie dobrze do naszej rozmowy. Psia akademia nie oznacza
tego, że psy uczą się czegoś tam, ale to my uczymy się czegoś
od psów!

Maciek:
Aa, tak należy rozumieć „psią akademię”. Przepraszam za moje
słabe przygotowanie, miałem zbyt mało czasu. W psiej akademii
funkcjonują więc psy jako w pewnym instruktorzy. To jest godne
uwagi. Jakie szkolenia oferują państwo?

Dr.B: W
tej chwili, przede wszystkim szkolenia z asertywności. Uczestnicy
kursów uczą się na podstawie treningu z psami być asertywnym i by
osiągać kontrolę nad sytuacją. Kursy cieszą się dużą
popularnością i skierowane są w pierwszym rzędzie do do
managerów, albo też do kadry kierowniczej.

Maciek:
Co poza tym oferują państwo?

Dr.B:
Od pewnego czasu na zlecenie Narodowego Fundusz Zdrowia prowadzimy
treningi wzmacniające zdolności
organoleptyczne i sensybilizujące
dla lekarzy medycyny
ogólnej.

Maciek:
Co mam przez to konkretnie rozumieć?

Dr.B:
Badania Narodowego Funduszu Zdrowia pokazały, że liczba błędnych
diagnoz i nieodpowiedniego leczenia przeprowadzanego przez lekarzy
pierwszego kontaktu w ostatnich latach wyraźnie wzrosła. Natomiast
spadają ciągle wartości zadowolenia wśród ankietowanych
pacjentów. Są dwa powody tegoż stanu rzeczy. Po pierwsze, lekarze
nie komunikują się już z pacjentami. Nie przeprowadza się żadnych
rozsądnych wywiadów w celu ustalenia diagnozy. Po drugie, coraz
mniej lekarzy w ogóle bada bezpośrednio pacjentów. Mam na myśli
klasyczne badanie, manualne. Mając dzisiaj wizytę u lekarza
pierwszego kontaktu, może pan być zadowolony, gdy lekarz wstanie
zza swojego biurka i poda panu rękę. Klasyczne badanie, za pomocą
którego da się wiele zdiagnozować, ale mało zarobić, jest w
coraz większym odwrocie. Można odnieść wrażenie, że wielu
lekarzy boi się bezpośredniego
kontaktu z pacjentami.  Dla nich
właśnie przygotował fundusz zdrowia szkolenia sensybilizacji i
rozwijania zdolności organoleptycznych. W trakcie naszych kursów
uczestnicy muszą nawiązać bezpośredni fizyczny kontakt z psem,
muszą go dotykać i wyszukiwać osobliwości.

Maciek:
Czy te psy są chore?

Dr.B: W
zasadzie nie. Ale jak każdy człowiek, tak też pies posiada
fizyczne osobliwości, cechy szczególne. Tu chrząstka, tam
zabliźnienie itd. Lekarze uczą się je rozpoznawać.

Maciek:
Bardzo interesujące. Są jeszcze jakieś inne kursy w ofercie?

Dr.B:
Tak, prowadzimy od jakiegoś czasu szkolenia szczekania. Jest to
sposób emocjonalnego odreagowania, acting
out.

Oferta ta jest bardzo dobrze przyjęta przez kadrę menadżerską.
Ale też wzmaga się zapotrzebowanie polityków.

Maciek: Co motywuje uczestników takich szkoleń?

Dr. B: To jest bardzo dobre pytanie. Ten temat jest jednak delikatny
i dopiero zaczynamy nasze obserwacje. Z relacji naszych uczestników
wiemy, że w jakimś momencie swojego życia poczuli potrzebę by
szczekać zamiast mówić. Pojedynczo próbowali oni szczekać już w
domu albo objawiały się pierwsze objawy tegoż
procesu.
Przeważnie potajemnie, jak sobie pan może
wyobrazić. Tymczasem prowadziło to niejednokrotnie do kłopotliwych
sytuacji w prywatnym otoczeniu. Podchwyciliśmy ten temat i bazujemy
przy tym na terapeutycznej zasadzie paradoksalnej interwencji. W
naszych szkoleniach uczestnicy mogą szczekać na wszystkie możliwe
sposoby; długość zależy od własnych potrzeb. Przeważnie
pragnienie słabnie z czasem. Jakkolwiek na zakończenie muszą zdać
egzamin podsumowujący.

Maciek: Na końcu kursu szczekania jest egzamin?

Dr.B: Tak, zdanie egzaminu jest niezbędne do otrzymania
Dyplomu-Szczekacza. Kto rezygnuje z egzaminu otrzymuje „tylko”
zaświadczenie uczestnictwa.

Maciek: Czy ten egzamin cieszy się dużym zainteresowaniem?

Dr.B: Tak, zainteresowanie jest duże. Proszę pamiętać, nasi
klienci poruszają się przeważnie w środowisku silnie
zorientowanym na sukces.

Maciek: Jak wygląda taki egzamin? Określiłbym pan go jako trudny
do zdania?

Dr. B: Myślę, że tak. W naszym kraju wszystkie egzaminy są
trudne. Proszę nie zapominać ile wysiłku kosztuje we Wrocławiu
otrzymanie banalnej licencji przewodnika miejskiego. Najpierw egzamin
ustny, później pisemny, później wycieczka po mieście z komisją
egzaminacyjną i na koniec jeszcze jedna wycieczka w autokarze przy
mikrofonie. Również nasi uczestnicy nie otrzymują dyplomu w
prezencie.

Maciek: Proszę zdradzić nam jak z grubsza wygląda egzamin. Wiem,
że nie może pan nam za dużo powiedzieć.

Dr. B: Tyle mogę powiedzieć: Egzamin składa się z czterech
części: szczekanie klasyczne, identifikacja ras psów, szczekanie
dialogiczne i jako ostatni chóralne lub stadne szczekanie.

Maciek: Aha, bardzo interesujące. Na końcu mam jeszcze kilka pytań
tyczących się ekonomicznego wymiaru działania pańskiego
przedsiębiorstwa. Jak pan wie, studiowałem ekonomię i chciałbym
poznać pańskie przedsiębiorstwo również od strony finansowej.
Oczywiście, postaram się również wprowadzić pewne udogodnienia.

Dr.B: Proszę.

Maciek: Jak wielu pracowników zatrudnia pan?

Dr.B: Pracuje u nas ośmiu terapeutów, jedna sekretarka, cztery psy
odwiedzające i dwanaście psów do terapii.

Maciek: Na jakiej zasadzie zatrudnieni są terapeuci i sekretarka?

Dr.B: Wszyscy mają własną działalność gospodarczą.

Maciek: Aha, zarejestruje to sobie. W ten sposób jest już
wyczerpana możliwość potencjalnego obniżenia kosztów.

Dr.B: Zgadza się.

Maciek:
A na jakiej zasadzie zatrudnione są psy są u pana?

Dr.B:
To pytanie nie jest poważne.

Maciek:
Sam pan powiedział, że psy u pana pracują.

Dr.B: Studiował pan ekonomię, więc powinno być panu wiadomym, że
zwierzęta w Polsce – i jak mi wiadomo również w każdym innym
kraju świata – nie są traktowane jako uprawnione do pracy. I tak
jest dobrze. Mielibyśmy ogromne trudności zmusić psy do zakładania
własnej działalności gospodarczej. Psy mianowicie nie mają
żadnego innego zleceniodawcy. Żyją u nas i działają tylko i
wyłącznie dla nas.

Maciek:Hmm, oczywiście, to byłaby fikcyjna działalność
gospodarcza. Do tego dochodziłoby, że w Polsce tylko osoby
fizycznej mogą zakładać działalność gospodarczą. Pozostałaby
tylko umowa o pracę…

Dr.B: To jest czysta spekulacja! U nas ani psy, ani ludzie nie
otrzymują umowy o pracę! Chciałbym jednak jeszcze zaznaczyć, że
oczywiście bardzo dokładnie baczymy na przestrzeganie praw
zwierząt. Psy terapeutyczne mogą pracować maksymalnie
dziewięćdziesiąt minut dziennie. A to również tylko trzy dni w
tygodniu. To wyjaśnia względnie dużą liczbę psów.

Maciek: Jeśli nie zatrudnia pan psów, jak więc są one
zaksięgowane?

Dr.B:
Jako środki trwałe.

Maciek:
Aha. I one amortyzują się po pięciu latach?

Dr.B:
Oh, tego nie wiem dokładnie…

Maciek:
Zanotuję to sobie. Może jednak znajdzie się pole manewru, by
obniżyć koszty. Co dzieje się wówczas, gdy umiera po trzech
latach?

Dr.B: O
to proszę pytać moją sekretarkę, ona zajmuje się również
księgowością.

Maciek:
Mmh, może w tym przypadku można obliczyć wartość pozostałą.
Sprawdzę to jeszcze dokładnie w domu.

Dr.B:
Bardzo miło z pana strony.

Maciek:
Na koniec jeszcze jedno pytanie. Istnieją jakieś inne zwierzęta,
które nadają się do terapii? Może takie, które żyją dłużej
niż psy?

Dr.B:
Tak. Nieprzypadkowo otwieramy za dwa miesiące centrum oślej terapii
w Lublinie. Zapraszamy tam pana bardzo serdecznie.

Maciek:
Oh, dziękuję bardzo!

Jazda na gapę jako terapia? Wywiad z psychologiem Bartkiem Tomaszewskim

D.B.:

Panie Tomaszewski, ostatnimi czasy słyszy się o
najrozmaitszych rodzajach terapii: Hipoterapia, Delfinoterapia,
Bajkoterapia, Biblioterapia. Pan jest znany z systematycznej
jazdy na gapę wraz ze swymi pacjentami. Co się za tym kryje?

B.T.:

Przychodzą do mnie głównie młode osoby
cierpiące na ADHD. Problemem dla nich jest,
by koncentrować się przez dłuższy czas i dzięki
temu osiagać cele i związane z tym poczucie spełnienia.

D.B.:

Receptą na co jest jazda bez biletu?

B.T.:

Udana jazda na gapę wymaga uwagi, koncentracji i
systematycznego przestrzegania pewnych reguł gry. Każda jazda
jest w rzeczywistości oszczędnością rzędu przynajmniej 2,40
zł. Moje doświadczenie z młodymi ludźmi pokazuje: Udana jazda
na gapę wzmacnia zdolność koncentracji, poczucie własnej
wartości i sprawia frajdę.

D.B.:

Jak przygotowuje Pan pacjentów na jazdę bez biletu?
Jak przebiega ten proces?

B.T.:

Moi młodzi pacjenci otrzymują najpierw małe
szkolenie, w którym uczą się, czego należy przestrzegać.
Później wchodzimy do akcji.

D.B.:

Jeździ pan wspólnie z pacjentami?

B.T.:

Oczywiście, pierwsze jazdy przeprowadzamy razem. Na
początku jeździmy tylko kilka przystanków w podmiejskich
autobusach, gdzie nie kontroluje się tak często. Pacjenci mają
za zadanie obserwować uważnie wsiadających
podróżnych i odpowiednio reagować.

D.B.:

Na co zwraca uwagę nastawiony na sukces gapowicz?

B.T.:

Jest szereg reguł. Po pierwscy bardzo ważnym jest
posiadanie w zanadrzu biletu I stanie w pobliżu
kasownika lub drzwi – na wypadek wejścia kontrolerów.
Ważnym jest, by nie podejmować ryzyka. Jeśli jest się
niepewnym, lepiej skasować albo wysiąść.
Nawet jednak gdy ma się pecha i kontrolerzy są
na pokładzie, nie wszystko jest stracone. Doświadczeni gapowicze
sięgają natychmiast po komórkę i do kogoś dzwonią. Prowadzi
się taką rozmowę głośno i teatralnie, kontroler na pewno nie
będzie przerywać, a skupi się na pozostałych pasażerach.
Czmychają na następnym przystanku.

D.B.:

Po czym rozpoznaje się kontrolerów?

B.T.:

Głównie rozpoznaje się ludzi po tym, że nie
są kontrolerami. Stanowią oni około 90 procent. Młodzi ludzie,
starsi ludzie, kobiety z torbami na zakupy, mężczyźni z
siatkami, osoby, które po wejściu siadają albo szukają miejsca
by usiąść. Nie pozostaje zbyt wielu kandydatów. Ważne jest,
uważać na mężczyzn. Według mojego doświadczenia pośród
kontrolerów zawsze jest jakiś mężczyzna.  Większość poznaje
się po jakimś czasie. Kiedy widzi się jakiegoś nowego
kontrolera (w tramwaju czy na przystanku, gdzie rejestruje dane
osobowe) ważnym jest by nie uciekać. Zawsze to wpajam moim
pacjentom.

D.B.:

Co pan przez to rozumie?

B.T.:

Doświadczony pasażer na gapę będzie aktywny,
kiedy widzi jakiegoś kontrolera. Przygląda mu się bliżej. W
pewnej mierze skrada się w jego pobliżu i stara się zapamiętać
jego twarz, ubranie. Gdy kontroler jest już “zeskanowany”,
nie przedstawia już większego ryzyka w przyszłości.

D.B.:

Zakładam jednak, że podczas Pańskich przejażdżek
z  pacjentami wcześniej kupuje Pan potajemnie bilet
albo posiada pan bilet miesięczny?

B.T.:

Nie, w żadnym wypadku!
Pełne ryzyko na równi z pacjentem. Żadnych wykrętnych sztuczek.

D.B.:

Jeździ Pan również prywatnie bez biletu?

B.T.:

Jestem od wielu lat pasjonatem jazdy na gapę.

D.B.:

Jak często był Pan łapany?

B.T.:

Ani razu.

D.B.:

Może Pan pogodzić jazdę na gapę ze swoim
sumieniem?

B.T.:

Właściwie nie, ale potrafię z tym żyć. Staram
się to widzieć jako grę, poniekąd jako mały zastrzyk
adrenaliny na codzień.

D.B.:

Czy terapeutyczna jazda na gapę jest brana pod
uwagę również dla innych ludzi?

B.T.:

Osiągnąłem dobre wynik z ludźmi z socjofobią i
lękowymi zaburzeniami. Chcę jednak zmotywoać każdego, by
przynajmniej czasem, jeździć na gapę. Wzmacnia to koncentrację
i zdolności percepcyjne w spokojnych, prawie nudnych czasach. Kto
wie, czy kiedyś nie nastąpią znowu inne czasy. Wielu śpi dziś
z otwartymi oczami. Trening uwagi na pewno nie zaszkodzi.

D.B.:

Co radzi Pan początkującym?

B.T.:

Wsiadajcie do tramwajów/autobusów, które są pełne
albo całkiem puste. One są nieatrakcyjne dla kontrolerów.
Jeździjcie w niedzielę, albo wieczorami po 21; jeździjcie
autobusami/tramwajami, które kursują na peryferiach;
wsiadajcie kilka przystanków przed stacją końcową.
Poświęcajcie szczególną uwagę przystankom, na których
zatrzymuje się wiele tramwajów/autobusów (punkty węzłowe).
To są punkty przesiadkowe kontrolerów. Pozwólcie sobie
czasem na kupno biletu i cieszcie się jazdą.

 D.B.:

Panie Tomaszewski, dziękuje bardzo za rozmowę.

Witz

 

Ein Mitarbeiter der Human Ressources Abteilung kommt mit einem Stapel Bewerbungen unter dem Arm in das Büro seines Chefs. Er reicht dem Chef den Stapel mit den Worten:
” Ich habe eine Vorauswahl der Kandidaten getroffen, die für die neue Stelle in Betracht kommen.”
 Der Chef nimmt die Hälfte der Bewerbungen, zerreißt sie und wirft sie in Papierkorb. Die zweite Hälfte legt er vor sich auf den Schreibtisch. Der Mitarbeiter fragt erschrocken:
” Warum haben Sie das gemacht?”
Darauf der Chef:
„Wir brauchen Mitarbeiter, die Glück haben!”

Kategorie:Na wesoło / Spaß

Schwarzfahren als Therapie? Interview mit dem Psychologen Bartek Tomaszewski

Listopad 28, 2010 Dodaj komentarz

 

Schwarzfahren als Therapie? Interview mit dem Psychologen Bartek Tomaszewski

D. B.:
Herr Tomaszewski, man hört ja in der letzten Zeit von den unterschiedlichsten therapeutischen Ansätzen: Pferdetherapie, Delphintherapie, Märchentherapie, Bibeltherapie. Von Ihnen ist nun bekannt, dass Sie mit ihren Patienten systematisch schwarz fahren. Was steckt dahinter?

B.T.:
Zu mir kommen vor allem junge Menschen, die an ADHS leiden. Das heißt, sie haben Probleme damit, sich für längere Zeit zu konzentrieren und dadurch Ziele, also Erfolgserlebnisse zu erreichen.

D.B.:
Und dagegen hilft schwarz fahren?

B.T.:
Erfolgreiches Schwarzfahren erfordert Aufmerksamkeit und das konzentrierte, systematische Beachten einiger Spielregeln. Jede Fahrt wird in der Realität mit eingesparten 2.40 Zl. belohnt. Immerhin. Meine Erfahrung mit den jungen Menschen zeigt: Erfolgreiches Schwarzfahren stärkt die Konzentrationsfähigkeit, das Selbstwertgefühl und macht Spaß.

D.B.:
Wie bereiten Sie ihre Patienten auf das Schwarzfahren vor? Und wie läuft es ab?

B.T:
Meine jungen Patienten bekommen zunächst eine kleine Schulung, in der sie lernen, was man beachten musst. Danach geht es los.

D.B.:
Fahren Sie zusammen mit den Patienten?

B.T.:
Selbstverständlich unternehmen wir die ersten Fahrten gemeinsam. Anfangs fahren wir nur wenige Haltestellen in Peripherie-Bussen, wo nicht kontrolliert wird. Die Patienten haben die Aufgabe, die einsteigenden Fahrgäste aufmerksam zu beobachten und gegebenenfalls zu reagieren.

D.B.:
Was muss ein erfolgreicher Schwarzfahrer beachten?

B.T.:
Es sind eine Reihe von Regeln. Ganz wichtig ist zunächst, immer eine Fahrkarte griffbereit zu halten und in der Nähe des Entwerters zu stehen. Für den Fall, dass Kontrolleure einsteigen. Es ist wichtig, keinerlei Risiko einzugehen. Wenn man Zweifel hat, lieber abstempeln oder aussteigen.

D.B.:
Woran erkennt man Kontrolleure?

B.T.:
Hauptsächlich erkennt man Menschen daran, dass sie keine Kontrolleure sind. Das sind ca. 90 Prozent. Junge Menschen, alte Menschen, Frauen mit Einkauftaschen, Männer mit Tüten, Menschen, die sich nach dem Einsteigen setzen oder nach einem Platz suchen. Da bleiben nicht mehr viele Kandidaten übrig. Wichtig ist, besonders auf Männer zu achten. Denn meiner Erfahrung nach ist immer ein Mann dabei. Die meisten kennt man nach einiger Zeit. Wenn man einen neuen Kontrolleur sieht (in der Bahn oder an der Haltestelle, wo er Personendaten aufnimmt) ist es wichtig, nicht wegzulaufen. Das präge ich auch immer meinen Patienten ein.

D.B.:
Was meinen sie damit?

B.T.:
Der erfolgreiche Schwarzfahrer wird aktiv, wenn er einen Kontrolleur sieht. Er schaut ihn sich näher ran. Er schleicht gewissermaßen um ihn herum und versucht sich das Gesicht und die Kleidung einzuprägen. Ist der Kontrolleur „gescannt“, stellt er in der Zukunft keine Gefahr mehr da.

D.B.:
Aber ich nehme doch an, dass sie bei ihren Fahrten mit den Patienten vorher heimlich ein Ticket kaufen oder eine Monatskarte haben?

B.T.:
Nein, auf gar keinen Fall! Ich gehe das volle Risiko mit den Patienten. Keine faulen Tricks.

D.B.:
Fahren Sie auch privat schwarz?

B.T.:
Ich bin seit vielen Jahren passionierter Schwarzfahrer.

D.B.:
Wie oft wurden sie erwischt?

B.T.:
Kein Mal.

D.B. Können sie das Schwarzfahren mit ihrem Gewissen vereinbaren?

B.T.:
Im Grunde nicht, aber ich kann damit leben. Ich versuche es als Spiel zu sehen, sozusagen als kleinen Adrenalinschub im Alltag.

D.B.:
Kommt die Schwarzfahrtherapie auch für andere Menschen in Betracht?

B.T.:
Ich habe gute Ergebnisse mit Menschen mit Sozialphobie und Angtstoerungen erzielt. Ich möchte aber jeden dazu ermuntern, wenigstens ab und zu schwarz zu fahren. Das stärkt das Konzentrations- und Boebachtungsvermögen in ruhigen, ja fast langweiligen Zeiten. Wer weiß, ob nicht irgendwann mal wieder andere Zeiten kommen. Viele Menschen heute schlafen mit offenen Augen. Aufmerksamkeitstraining kann nicht schaden.

D.B.:
Was raten sie Anfängern?

B.T.:
Steigen Sie in Busse/Bahnen, die entweder sehr voll oder sehr leer sind. Diese sind unattraktiv für Kontrolleure. Fahren Sie Sonntags oder abends nach 21 Uhr; fahren Sie in Bussen/Bahnen, die in der Peripherie verkehren; steigen Sie ein paar Haltestellen vor der Endstation ein. Passen Sie besonders auf an Haltestellen, wo viele Bahnen/Busse halten (Knotenpunkte). Das sind die Umsteigepunkte der Kontrolleure. Gönnen Sie sich ab und zu eine Fahrkarte und genießen Sie die Fahrt!

D.B.:
Herr Tomaszewski, ich danke Ihnen für dieses aufschlussreiche Gespräch.

Kategorie:Na wesoło / Spaß

ALIEN in Deutschland entdeckt! (Heino „Das Polenmädchen”)

Październik 20, 2010 Dodaj komentarz
Kategorie:Na wesoło / Spaß